Wednesday, August 14, 2013

Przepiórki w płatkach róż / Like Water For Chocolate - Laura Esquivel



Wiem, że pierwsza część tytułu tego posta może być myląca - nie jest to przepis na przepiórki, tylko tekst o książce, którą niedawno czytałam.

Historia dzieje się w Meksyku na początku XX wieku na farmie rodziny De La Garza, w skład której wchodzą same kobiety. Główną bohaterką jest Tita - najmłodsza córka, która właśnie ze względu na to, że jest najmłodsza, zgodnie z tradycją nie będzie mogła nigdy wyjść za mąż po to, żeby móc zająć się swoją matką. Dowiaduje się o tym akurat w chwili, kiedy jej ukochany Pedro przychodzi ze swoim ojcem prosić o jej rękę. Matka Tity przedstawia mu propozycję nie do odrzucenia: może się ożenić, ale z inną jej córką - Rosaurą. A Pedro co? Zgadza się. 

To wszystko może brzmieć jak fabuła bardzo słabej telenoweli albo jeszcze słabszego harlequina, wiem. Ale ta książka jest dobra. Po pierwsze - realizm magiczny. W książce dzieją się rzeczy, których nie da się wytłumaczyć rozumem, ale wszyscy traktują je jak zupełnie normalne. Dla przykładu: Tita gotuje dla całej rodziny, a nastrój w jakim przygotowuje potrawy wpływa na to, jak spożywający je ludzie później się zachowują. Np. przygotowując tytułowe przepiórki czuje wielką miłość do Pedro, przez co wszyscy, którzy je zjedli czują pewną melancholię, ale też ekscytację. Jej siostra Gertrudis czuje ją tak bardzo, że koniecznie musi wziąć prysznic. Udaje się więc rozpalona do podwórkowej łazienki zbitej z desek, gdzie woda zmienia się w parę zanim jej dotknie, a cały budynek staje w płomieniach :)

Kolejna rzecz, która podobała mi się w tej książce to jej budowa. Składa się ona z 12 rozdziałów, a każdy oparty jest o przepis na potrawę z kuchni meksykańskiej, którą ktoś gotuje i poprzez przygotowanie konkretnych potraw opowiadana jest cała historia. Same przepisy są dość nietypowe (mięso z czekoladą) a często bardzo skomplikowane i chyba ciężkie do przygotowania. Ale fajnie byłoby je kiedyś wypróbować.

W książce są duchy, nadprzyrodzone siły, rzeczy niewytłumaczalne, ale też miłość, rodzina, śmierć. Czyta się ją bardzo dobrze, a fakt, że jest bardzo krótka, tylko pomaga :) 

Saturday, August 10, 2013

Lasagne ze szpinakiem

Jak na człowieka, który uwielbia jeść a nie bardzo lubi gotować, dużo czasu spędzam na różnego rodzaju blogach zachwycając się zdjęciami i przepisami, które ktoś mógłby mi wcielić w życie. Jednak czasami przychodzą takie dni, kiedy stwierdzam, że raz się żyje i biorę się za gotowanie. Ostatnio natknęłam się na bloga Gabyktóry był w stanie podnieść mnie z kanapy i zagonić do garów (a to jest mega wyczyn!). No i właśnie stąd trochę zmodyfikowany przepis na super lasagne ze szpinakiem i sosem pomidorowym.

Składniki: 
15 płatów makaronu do lasagne
ok. 300g szpinaku - świeżego albo mrożonego
łyżka oleju lub oliwy do nasmarowania naczynia 
mozarella
twaróg wędzony (z tego co się orientuję tylko Lidl ma takie cuda)
puszka pomidorów, bądź 4 świeże pomidory
2 jajka
bazylia
gałka muszkatołowa
sól
pieprz

  • Szpinak rozmrozić na patelni (można najpierw podsmażyć czosnek na oliwie z oliwek albo oleju), dodać gałkę muszkatołową, sól i pieprz. Następnie do rozmrożonego juz szpinaku dorzucić pokrojoną na kostkę mozarellę a potem wędzony twaróg. W małej miseczce lekko roztrzepać jajka i dodać je do szpinaku. Wyłączyć i odstawić patenię.
  • do miski wrzucić pomidory, dodać bazylię, sól i pieprz (można też dodać trochę cukru żeby sos nie był zbyt kwaśny). Wszystkie składniki należy zblenderować.
  • Naczynie żaroodporne wysmarować oliwą i wylać pierwszą warstwę sosu. Na sos ułożyć nieugotowane wcześniej płaty makaronu i szpinak. Makaron, szpinak, makaron, szpinak i tak aż wszystkie składniki sie skończą (ilośc warst jest dowolna). Na wierzchu ułożyć makaron i wylać resztę sosu pomidorowego.
  • Piec w 160 stopniach przez 30 minut. Potem zdjąć pokrywkę i piec jeszcze przez 15-20 minut


  • Przepis można modyfikować w każdy możliwy sposób
  • Powodzenia i smacznego! :)
  • Jak mi wyszło to i wam napewno się uda ;)

Friday, August 9, 2013

Aloha!


Magdzioł nie śpi, ani też nie ćwiczy, Magdzioł piecze ciasto w prawie 40 stopniowym upale, no bo przecież teraz nie powinno się szukać najchłodniejszego miejsca w domu, nie, w takie upały trzeba stać z mikserem nad rozgrzanym piekarnikiem i udawać, że wszystko jest ok. A chyba nie do końca wszystko jest ok, skoro nawet Antonina (nasz pies) patrzy na mnie z pogardą, nie wiem czy już ma dość siedzenia w domu i chce na spacer czy może chodzi o coś innego.

Ale wystarczy tego paplania. Jak już Kasiura wszystko pięknie wytłumaczyła jest blog, są siostry, będzie pisanie, będą też zdjęcia i mnóstwo wszystkiego.

Miejmy nadzieję, że się spodoba a, że "jesteśmy fajne" to chyba nie ma innej opcji ;)

Na koniec moja ostatnia obsesja muzyczna: / My latest musical obsession, enjoy :)



Do następnego :)


Magdzioł is neither sleeping nor exercising. She is baking a cake in this almost 40C heat. Why? You ask? The answer is obvious, during such hot days you shouldn't look for the coldest spot in the house, but rather you should get overheated mixing batter in a bowl. I'm simply the master of pretending that everything is ok but seeing my dog looking at me with contempt, I guess that perhaps something is actually wrong. Maybe she just wants me to take her for a walk or maybe I'm really crazy

Enough with this rambling. Kasiura has explained everything very clearly and all I can add is that I hope you'll like the blog :)



Thursday, August 8, 2013

Off we go!

Cześć Magdziole!

Śpisz? Pieczesz? Ćwiczysz z Chodakowską? Na pewno jesteś zajęta, bo nic nie piszesz! A ktoś przecież musi prowadzić tego bloga, ja sama nie dam rady!

Może zacznijmy od początku.
Jestem Kasia i mieszkam w Raciborzu. Moja najmłodsza siostra, Magdzioł, będzie już za chwilę mieszkała w Krakowie (o tak!). Nasze spotkania (a nawet rozmowy telefoniczne) należą do rzadkich i często przypadkowych, a ponieważ podniecamy się podobnymi zjawiskami, postanowiłyśmy założyć bloga, który ma sprawić, że będziemy tak jakby ze sobą rozmawiać :)
Z punktu widzenia czytelnika nie będącego ani mną ani Magdziołem (ani żadnym innym członkiem naszej rodziny), pozytywne strony odwiedzania tego bloga są przynajmniej trzy:
I. dwie osoby na jednym blogu mają sprawić, że więcej będzie się na nim działo;
II. nie będzie to blog o modzie, ani o gotowaniu, ani o książkach, ani o filmach, ani o tak zwanym lajfstajlu, bo będzie to blog o wszystkim;
III. jesteśmy fajne, dajcie nam szansę!

To teraz Magdziole Twoja kolej - przedstaw się!



Hey there Little Sister!

Are you asleep? Baking? Excercising to become the tiniest person alive? You're surely very busy if you haven't written or posted anything yet! And there were supposed to be the two of us, I won't be able to turn it into 'The Best Blog Ever' on my own!

Let me start at the beginning.
My name is Kasia and I live in Racibórz, Poland. My youngest sister, Magda (or, for the purposes of this blog, Magdzioł, which is her nickname used more often than her real name) will be living in Cracow (yup, Poland again) very soon. The frequency of our meetings (or conversations on the phone) is appalling and mostly incidental and seeing as we seem to get excited about pretty much the same stuff, we decided to start this blog to help us feel as if we're actually talking to each other :)
If you're here and you're not me or Magdzioł (or any member of our family), I can assure you there are at least three reasons to stay:
I. two people on one blog equal more fun stuff and more frequent posts;
II. this isn't going to be a blog about fashion, or one about cooking, or one about books, or one about films, or one about lifestyle because it's going to be about all of those things and more;
III. we're fun, give us a shot!

And now, Little Sister, it's your turn - introduce yourself!