Nie przemyślałam dzisiejszego wpisu, dlatego z pewnością będzie niekompletny, ale chciałam napisać o kosmetykach, które ratują mi życie. Przydać się mogą pewnie każdemu, ale młodym matkom pewnie najbardziej :)
1. Lakiery szybkoschnące do paznokci. Chwała niebiosom za ten wynalazek! W ciąży nie malowałam paznokci, bo wszyscy wokół mnie straszyli, że nie powinno się wdychać w tym czasie tak mocnych, chemicznych zapachów. A że w ciąży byłam głównie zimą, to nie mogłam malować paznokci na świeżym powietrzu. Teraz z kolei, kiedy zapachy nie są zbyt wielkim problemem, brakuje mi na takie zbytki czasu. Trudno jest wygospodarować pół godziny pomiędzy karmieniem, przewijaniem, usypianiem, sprzątaniem, gotowaniem i milionem innych spraw na to, żeby położyć odżywkę, pierwszą warstwę, drugą warstwę i jeszcze lakier utwardzający/nabłyszczający. Za to dwie warstwy lakierem szybkoschnącym to u mnie mniej więcej jakieś 5-7 minut. I naprawdę schną w mgnieniu oka.
Ja używam lakierów z Rimmela i Revlonu, sprawdzają się super.
2. Kamuflaż z Catrice (lub każdy mocno kryjący korektor) - odkryłam go w tym roku razem z siostrą podczas jednej z wizyt w Hebe i już nigdy nie zamienię na żaden inny korektor. Mimo tego, że mój syn raczej daje mi się wyspać, i tak mam cienie pod oczami, które kamuflaż zakrywa właściwie w stu procentach. Gdybym mogła, kładłabym go na całą twarz, a już na pewno na policzki (cały czas szukam czegoś, co przykryłoby mi lub całkowicie zlikwidowało zaczerwienienia na twarzy).
3. Suche szampony do włosów. Uratowały mnie nie raz (nie jestem może strasznym flejtuchem, ale leniem już na pewno, ale swoje robią też mega gęste włosy, których suszenie zajmuje całe wieki). Niedawno zaczęłam używać tych z Batiste, bo cały świat wydaje się być nimi zachwycony, ale ja uważam, że ten firmy Frottee, który można znaleźć w Rossmannie, daje radę o wiele lepiej. A cena jest porównywalna.
Na sto procent nastąpi ciąg dalszy!
No comments:
Post a Comment