Nie ma pomysłu na dłuższy tekst, więc dziś będzie w punktach.
1. Flot (taki węgiel) jest zbyt wydajny. Tak, zbyt. Musiałam pootwierać w domu wszystkie okna już 10 minut po tym, jak podrzuciliśmy go trochę pierwszy raz w życiu do pieca. Nie przesadzam z tymi 10 minutami.
2. Droga wjazdowa do Ostravy z kierunku Dolni Benesov jest jak jazda na rollercoasterze. Same pagórki, ostre okropnie, jak się na taki wjeżdża, to ma się wrażenie, że albo z drugiej strony coś na nas wyskoczy, albo my wystrzelimy w powietrze.
3. Ikea w Czechach jest taka sama jak w Polsce: takie same tłumy, takie same problemy z miejscem parkingowym, takie same kolejki do jedzenia. Jest jeden wyjątek: zaraz obok restauracji mają tam kawiarnię! Nie wiem na czym polega, bo nie miałam akurat ochoty na kawę, ale następnym razem trzeba będzie to obadać.
4. Mój mąż mi zupełnie nie ufa jeśli chodzi o ogarnięcie życiowe. Jechaliśmy do tej Ikei po komodę, więc na ich czeskiej stronie sprawdziłam sobie, gdzie będą leżały poszczególne jej części po to, żeby nie przechodzić całej wystawy, tylko od razu uderzyć na magazyn. Zapisałam sobie numery regałów i miejsc, ale na miejscu okazało się, że na każdym miejscu leży po kilka rzeczy, czasami bardzo do siebie podobnych (nie tylko pod względem koloru). Niestety nie zapisałam sobie konkretnych numerów każdego z elementów (nie oszukujmy się, są za długie), ale wszystko sobie obejrzałam, i skompletowałam całą komodę. Mój mąż nie dowierzał, że wszystko jest w porządku i zrobił wielką scenę - szedł z tymi elementami do informacji, sprawdzał w komputerach. W końcu pani z informacji zawyrokowała: Mate wszechno sprawne (ja wiem, to ma masę błędów, ale sprowadza się do tego, że jestem mega).
5. Tak, Tymo był w Czechach :)
No comments:
Post a Comment